środa, 18 marca 2015

NIEULOTNE

Walentynki!
Doskonały film na tą okoliczność.
Biorąc pod uwagę osobę, z którą chciałoby się spędzić resztę życia - to już nawet tytuł filmu przemawia, podpowiada, że może to być film, po którym spojrzymy inaczej na swoją połówkę.
Możliwe, że zaczniemy się inaczej zachowywać. Że da nam do myślenia, że może jednak źle robiłem, robiłam.

Otóż to.



NIEULOTNE - nieulotne chwile w życiu, nieulotne myśli z głowy, wspomnienia.
Jak wiadomo są różne. Takie, które chcielibyśmy cofnąć, chociaż z drugiej strony po co cofać?
No ale są tacy co chcieliby. No trudno - ich wola. Tylko, żeby za bardzo się nie cofnęli.
Mówią, że cofać się nie trzeba, nie powinno. Bo dwa razy do tej samej rzeki wchodzić? Nie uda się, to po pierwsze, a po drugie nie rentowne.
Wspomnienia są też takie, które przypominają o sytuacji, które nie miały być, nie miały zaistnieć w ogóle.
No ale, kto może wiedzieć, że one akurat nie powinny być?
Później dopiero głowa myśli - hmm, po co ja to zrobiłem - nie wiem.
Najczęstsza odpowiedź i najbardziej na miejscu.


Chodzimy na filmy, po co?
Po to, żeby zobaczyć jak inni ludzie mają. Niekoniecznie Ci prawdziwi, chociażby Ci wymyśleni przez Pana Reżysera, itp, itd. Żeby porównać się do kogoś innego, że jednak nie tak źle ze mną, albo odwrotnie. Żeby zobaczyć, że ktoś ma gorzej? No ale, niekoniecznie wcale musi mieć gorzej przecież.

Film ten raczej opowiada o sytuacji, która może przydarzyć się każdemu, każdej.
A nie tylko wybrańcom, albo "głupkom" - jakich nazywacie innych, "słabszych" od Was.
Tak naprawdę to właśnie Wy, to właśnie TY w każdej jednej chwili możesz stać się tym "słabszym, gorszym". Ale tego nie widzisz, o tym nie myślisz. Tylko od razu oceniasz po pozorach zazwyczaj negatywnie kogoś innego. A siebie? No jak to? Przecież ja jestem idealny!


Film ten jest dla myślicieli, o myślicielach.
Żeby dać trochę do namysłu.


"...Czy tak naprawdę ja jestem ten głupszy czy może faktycznie "on, ona", hmm?..."

No ale, to już nie moja w tym głowa, żeby Was oceniać.
SAMI SIĘ OCENIAJCIE!!!


Także ocenianie zacznijcie od filmu.


Pan Reżyser: Jacek Borcuch, dał zlecenie "kamerowania" niejakiemu, nie najgorszemu, może nawet jednemu z najlepszych Michałowi Englertowi.


Z drugiej strony kamery była obsadzona sama młodzieżówka:

Jakub Gierszał




Magdalena Berus (nowa twarz)


Joanna Kulig

i inni znani lub troszkę mniej. Byli nawet zagraniczni goście z Hiszpanii.
Bo bohaterzy w filmie rozpoczęli swoją wędrówkę właśnie w Hiszpanii, na wakacjach. A raczej przy wakacyjnej pracy za granicą.

Był również lubiany przez wszystkich Pan Andrzej Chyra. Zagrał tutaj ojca. I to nie zrobił tego wcale a wcale źle.

Taki ojciec, to jest ojciec. Wyrozumiały oraz opiekuńczy. Najważniejsze cechy.

Gorąco polecam.

Dziękuję.

WIDEO RELACJA Z PREMIERY FILMU nieulotne !!!

http://www.filmweb.pl/video/relacja+wideo/Premiera+filmu+%22Nieulotne%22-29952

OBŁAWA!

OBŁAWA!






Reżyseria i Scenariusz:
Marcin Krzyształowicz

Obsada:
Marcin Dorociński
Maciej Stuhr
Sonia Bohosiewicz
Weronika Rosati
Andrzej Zieliński
Bartosz Żukowski
Alan Andersz
Andrzej Mastalerz
Grzegorz Wojdon


To oczywiście nieliczni, Ci którzy występowali w filmie. Żeby nie powiedzieć, najważniejsi.
Bo kto tam najważniejszy, trzeba samemu zobaczyć. Mnie, Tobie czy innemu narciarzowi oglądającego filmy może się spodobać zupełnie inny bohater, aktor i powie że najważniejszy.
W tym przypadku najważniejsza jest fabuła, opowieść, historia - ludzi, bohaterów wojennych. Tutaj też na dwoje babka wróżyła, bo dla każdego bohaterem będzie kto inny, jak w filmie.


Na wojnie jest różnie, raz podłużnie a raz na stojaka.
Trzeba tutaj umieć strzelać. Nauczyć się wybierać i co za tym idzie brać konsekwencje na siebie a nie uciekać od odpowiedzialności. Honor z obu stron a nie tylko z przodu i tyłek bez gaci.
Trzeba po prostu myśleć. Tak jak na ten przykład Myśliwi.
Oni nie strzelają od tak sobie. Oni wiedzą czego chcą. Oni strzelają i zabierają z sobą swoją zdobycz.
A nie jak niektórzy coś tam ustrzelą i uciekają, bo jednak im się nie podoba.
A taki jeden z drugim, koledzy Myśliwi, tak łatwo nie oddają swoich zdobyczy, tym bardziej nie zamieniają się. Wierzą, że to przynosi pecha.
Także lepiej przemyśleć, poznać swoje potrzeby oraz cele i dążyć. A później odpowiednio i konsekwentnie się tym zająć.
Bo...
...ucieczka pogrąża człowieka i to coraz bardziej...
...z biegiem, lat, z biegiem czasu, człowiek zaczyna się zastanawiać, prędzej czy później... czy dobrze zrobił - uciekając...od konsekwencji...
...a i tak zazwyczaj kończy się to zdradą!


Obsada filmu dobrana, że tak powiem wcale, wcale, nie wybrednie.
Oni potrafią żyć filmem, potrafią żyć historią opisaną w scenariuszu, który ma być przedstawiony jako rzeczywistość. Potrafią być tym kim nie są i wcale, wcale, można tak powiedzieć można się pomylić.
Oni się nie mylą. Oni są!
Jeśli chodzi o mnie, to akurat Pan'a Reżyser'a osobiście jeszcze nie zdążyłem poznać. Także, nie za bardzo znam jego Twórczość.
Ale patrząc na film OBŁAWA, mogę powiedzieć i to całkiem poważnie, że Pan Reżyser ma dar. Swój Dar.


A za Dar, nic więcej, trzeba tylko dziękować, sobie przede wszystkim.


Więc ja,
Dziękuję.

NO TO SMAR"Ż"YMY!!!


WOJTEK SMARZOWSKI(WOJCIECH)!
- ten co potrafi i się nie boi!...kręci z myślą, a niech się dzieje wola nieba!...z nią się zgadzać, przecież trzeba...- i w tym właśnie jest to "coś"!...
Zawsze, ale to zawsze znajdziemy to coś, w czymś, w kimś najbardziej, to znaczy w najmniej oczekiwanym momencie, chwili czasu, osobie...
Reżyser - zapatrzony w ludzki żywot, i niczym nie chce osłaniać scen w swoich filmach. Pragnie, żeby było, tak jak w życiu. Niektórzy pomyślą, że niby przez to widać jakby amatorka, że się tak wyrażę, że nakręcone dziwnie, ręce się trzęsą, żeby nie powiedzieć kamera. Ale Wy tego nie zrozumiecie! Nie zrozumiecie ŻYCIA, jeśli będziecie mieć co chwile do Niego pretensje!...

Z Życiem należy iść za Pan Brat...

...to idźcie i przestańcie bredzić, że się Wam coś nie podoba...

SPODOBA WAM SIĘ!...ja Wam to mówię, a wiem co mówię!!!...

Już między innymi Pan Reżyser, Pan Wojciech, Smarzowski, że tak powiem, się o to postara!
Od niego między innymi zależy, czy poznamy prawdę!!!...czy też nie?!...

Reżyser pokazuje różne, przeróżne prawdy w swoich filmach nakręconych, jak i tych jeszcze nie nakręconych. Co prawda, ta nienakręcona prawda jeszcze musi dojrzeć, jak jedzenie, jak MY!...
Powiedziałem, przeróżne prawdy. A to dlatego, że kręci przeróżne filmy, z przeróżnymi klimatami. Zazwyczaj kręci się wokół Dramatu. Że Go tak sprostuję. Ale za to Dramatu, jak widać przez Duże.
A proto. D.D. też czasem pokazuje, jak to w życiu. Tego się nie da ukryć przecież. To jest częścią, naszego Życia, filmu, ciała naszego.

On bardzo chętnie pokazuje jakąś tam część scenariusza...cokolwiek to znaczy.

Nie często się zdarza, ale można przyuważyć zawsze to coś, co jest napisane...
Gdzie?...a to już trzeba patrzeć - a nie paczeć, tfutfu!...

Pan Wojtek S. rozpoczął swoją kuchnię filmową od takich filmów jak:
(chociaż, maczał palce w serialach, tam dojrzewał, oglądał życie, oglądał to co chce)


- MAŁŻOWINA! - 

Hmm. Małż...Małż...Małżowina?...o co tu może chodzić?...
Moim zdaniem, według mnie chodzi tu o to co w tytule filmu po prostu.
Doszukujemy się czegoś, a odpowiedź tkwi tuż tuż, przy nas, bliżej, że nie zdajemy sobie sprawy. Najciemniej niestety pod...

Ucho! Środkowe ucho! - daje nam dużo do myślenia...



Słuchasz, słuchacie siebie? Swojego wnętrza? Swojego środkowego ucha?
A błąd! A no bo tak trzeba, należy.
Nie słuchając, nie chce nam się nic. A jednak należy posłuchać czasami samego siebie, co się potrafi, w czym można by spróbować swoich sił, a wszystko się potoczy samo, w zależności...od naszych sposobności...
Czasami nawet warto spróbować swoich sił w czymś nowym, nieodgadnionym, przynajmniej przez siebie samego. A wyniki mogą być zadziwiające!





Miej czyste sumienie, słuch swój, zacznij od Małżowiny, a reszta pójdzie jak spłatka, no bo jest milczeniem!








- KURACJA! -

Lekaaaarzaaaa!!!
Pomoooocyyy!!!

No co?! Nikt nie pomoże?! W potrzebie?! Że nikt?! I co, nie wstydzicie się?!
WSTYD!!!

Potrzebujecie sami pomocy!!! Od lekarza!! Od psychiki!


Że?! Ubliżam Wam?! Zastanowicie się, a wiem że tak się stanie. Nie wiadomo kiedy, ale stanie się i to jest pewne. Zastanowicie się i już będziecie wiedzieć, czy wstyd czy nie. Na razie, mówicie, że niby nie. Ale zmienicie zdanie!

Psychika jest jak drut prosta i jasna jak słońce. Działa monotematycznie, że tak powiem.
Albo jest dobrze, albo jest źle. I to jest najlepsze, matematyka, elektryka, elektronika, się kłania, zero jedynka. Konkretnie! A nie tam jakieś pitupitu, na czym się robi największe pieniądze.


Pieniądze? Na czym nie można ich zrobić? Nie ma odpowiedzi negującej!
Ale czy warto?
No, przecież. Powiecie, że warto, o byle...kobyle caco...przecież warto. No jak.
Na pewno warto?
I tu już pojawia się wątpliwość, ale do zniesienia. Przy następnym takim samym pytaniu wątpliwości wzrastają iii..., i może zaczniemy się zastanawiać. Co ja mówię, na pewno zaczniemy. Bo człowiek bez tego raczej nie funkcjonuje. Ale czy poprawnie? Funkcjonuje, funkcjonuje na pewno. Zawsze. Ale czy...?
To już zostawcie lekarzom psychicznym, psychologicznym? No tych od głowy!


Tak jest!
Film o lekarzach, lekarzu głównie jednym. Od głowy.
Wojciech Smarzowski, reżyser o kim mowa, rozpoczął że tak powiem "tworzenie" od tego co się tworzy w głowie. Znaczy potocznie mówiąc, w skrócie, ambitnie bardzo rozpoczął.
Bo głowa, mózg, umysł ludzki, niby prosty, taki niby niepozorny a jednak, ile ludzi tyle odpowiedzi a pytań jeszcze więcej.
No i niby zakręcony jeden, drugi mniej, ale zawsze się znajdzie w kimś coś z innego. Znaczy, że co, że wszyscy jesteśmy tacy sami? A co, źle?
To już każdego z osobna jest wola. Znaczy co kto woli.
Jednemu podobają się prądy, drugi się ich boi?
A wszystko w zależności...
...od nastrojowości!
Ambitny film, spektakl! KURACJA! Kuruje się w szpitalu psychiatrycznym lekarz!
Z czego?
To już on sam najlepiej wie z czego, i to już nikogo nie powinno interesować!
Prawdopodobnie kuruje się na niby, przynajmniej tak mówi. Ale może po prostu poszedł tam, bo ma wszystko przemyślane niby. Chce po prostu odpocząć, od życia, etapów, kroków, żony itd?
Tego tak łatwo się nie dowiemy.
Chyba, że taki człowiek sam zadziała, zechce mówić o sobie, swoim życiu, przypadkach. Jeśli nie zechce, to pod żadnym pozorem, pod żadnymi torturami nie można z człowieka wycisnąć, wyciągnąć, co w trawie piszczy.
Człowiek chce, to wszystko potrafi, może.
Bez tego, nic nie może, nie potrafi, nie żyje!


- WESELE! - 



"...Widziałeś?...pamiętaj o balansie!...:
"...korzeniem wszelkiego zła - jest miłość pieniądza..."
"...albowiem niczego na ten świat nie przynieśliśmy i niczego też wynieść nie możemy..."

A po co wynosić, ja się pytam?
Pytam, po co?
Zostawić właśnie, zostawić!

Pan Wojciech Smarzowski zostawi swoje..., oj zostawi, arcydzieła!...

W filmie tym przedstawił nam to jak się bawimy. Jak powinniśmy, lub jak nie powinniśmy. Każdego już wola. No tak. Jasne jak przecier. Wola, czy woli żałować, czy dobrze się bawić z innymi, a nie tylko sam.

WESELE!!!

Film zrobiony teraz, o teraźniejszych czasach. Mimo pozorom, że mogło to być wcześniej, ale nie. Nie u nas! Nie u Nas w Polsce. No tak, bo to o Nas, Polakach, Polsce, film jest ten, opowiada.
Mogło się zdawać, że o wcześniejszych czasach, bo po prostu nasze, że się tak wyrażę Wsie, dużo, żeby nie powiedzieć wcale się nie zmieniły, żeby nie powiedzieć nie zmieniają.
A czyja to wina, pytam się?
Czyja to sprawka?
Szczerze?
Nic mnie to nie interesuje. Mnie akurat Polska Wieś pasi, pasuje, odpowiada, że tak powiem.
Spokój, spokój i jeszcze raz pole, uprawy, zboże nie zboże, pyry znaczy kartofle, inaczej ziemniaki itp itd, i inne.

W filmie bohater pragnie się pozbyć, sprzedać po prostu ziemię, aby kupić prezent weselny zięciu, zięciowi. Udaje mu się, kupuję. Ale..., no właśnie, jest jak to zwykle bywa to nasze kochane ALE...
Wspaniale.


To znaczy, ale tylko dlatego, że...
...po prostu należy przestrzegać umów..., nawet tych słownych, a na piśmie to już nie powiem...
...a po co stracić więcej niż było w umowie?



- DOM ZŁY! -

Film Polski!
...a reklamowany zagranicznymi "dziełami"?...
...przypadek?...

Otóż chodzi o to, iż to nie reklamowanie tylko porównywanie!...
...no ale, mówiąc FARGO, czy też TARANTINO, od razu człowiek, taki jeden z drugim widz z publiczności bierze pod uwagę, przypomina sobie zagraniczne wytwory i porównuje...
...czy to jest takie dobre, tego nie powiem...
...chyba, żeby tylko zareklamować, no to czemu nie.

Ale moim zdaniem porównywać nie trzeba Pan'a Wojciech'a Smarzowski'ego!
On jest wystarczającym autorytetem, że tak powiem samym w sobie, żeby tworzyć dzieła do oglądania. Dla każdego coś dobrego, "...krew, flaki, ból przemijania..." itd itp, miłości nie miłości, nienawiści. Wszystko czego tylko widz chce.
Smarzowski wie czego widz chce!
Obejrzeć dobry film. - powiedziane zbyt ogólnie. Dobry film, w takim sensie że ma w nim być tajemnica, która trzyma w napięciu do końca!
U Wojtka jest takie coś!


DOM...!
Sceneria doborowa!
No ale, w Polsce żeby nie znaleźć odpowiedniego miejsca do filmu? To jest niemożliwością.
Do każdego filmu, można znaleźć coś odpowiedniego. Do każdej myśli tworzącej się w głowie, do każdego bohatera, do każdej jego historii. POLSKA jest krajem o filmowych zarysach życia cokolwiek to znaczy.
Smarzowski to wie i między innymi kręci u siebie, żeby nie powiedzieć pod..., chociaż to to akurat swoją drogą i to nikogo nie powinno interesować. Bo to jego pieniądze!
Ale z drugiej strony, patrząc na jego filmy, czasem można się zastanowić nad pewnym faktem, iż pieniądze pieniędzmi ale filmy tak jakby zrobione taniej ciut.
No ale zarabiają. I o to chodzi. Robić coś z niczego, że tak powiem.
No a jeśli mylę się, no bo to ludzka rzecz co prawda. Mylić się mogę, że Pan Wojtek mógłby powiedzieć, że filmy zarabiają, ale mogły by więcej. Każdy tak powie, w każdej branży!
Ja tam myślę, że Wojtek do takiego zdania nie byłby zdolny, żeby tak powiedzieć. Moim zdaniem, według mnie, raczej mógłby powiedzieć, że najważniejsze efekty! A efekty pieniędzmi się nie zrobi. To już szybciej natura zrobi odpowiedni efekt.
Naturalnie, pieniądze mogą pomóc, ale ewentualnie i między innymi dla wstępu tu i ówdzie.


Aktorzy!
Nie będę wymieniał, bo po prostu aż szkoda gadać...
...szkoda przedstawiać, Oni sami się przedstawili, i to wręcz niebywale.
No po prostu jakby byli stamtąd, wyciągnięty kawałek ich życia, jakichś tam domowników, mieszkańców polskich gór, że tak powiem spokojnych bieszczadzkich okolic. Spokojnych? Pozory mylą!
Ale to już każdego z osobna sprawa.
Wojtek S. - Reżyser - kuchmistrz polskiego kina! Zawsze doborowo stwarza kreacje bohaterów-aktorów. Ma swoich ulubionych, na których zawsze może polegać, którzy go nie zawiodą.
On wie, że to co mają do zagrania, zawsze zrobią to tak, jakby byli tymi bohaterami, jakby naprawdę od lat wykonywali takie a nie inne zawody.
Tacy już są. Nie ma dużo takich aktorów, no ale jednak Wojtek ich znalazł, zaufał i nie narzeka!
A dlaczego tylko jednych aktorów bierze? A no bo dlatego, że jest pewien. Że oni są pewni co do swoich talentów. Ich talent pozwala na stworzenie zawsze innego bohatera o innych cechach, itd.


...chociaż, jednego na jednego aktora się prawdopodobnie zdenerwował, ale przestał lubić, bo kazał mu pozbyć się czegoś. Czegoś, z czym aktor ten w każdym filmie był poznawany...

ALKOHOL!
Pomaga w zagraniu niektórych ról?

To już trzeba się pytać każdego z osobna aktora, który zagrał kiedykolwiek osobę po spożyciu.
Chociaż, pytanie niekoniecznie musi się tyczyć bohaterów pijanych.

Czy pomaga?
To również w zależności od osobowości - aktora.
Ale to już każdego wola, każdego z osobna rola.

Nasuwa się oczywiście pytanie podobne.
Czy aktorzy pili alkohol naprawdę w filmie, czy jak to się mówi - markowali?
Czy pili wodę, wódę czy Markową Gorzałę?

Moim zdaniem, według mnie, na miejscu Reżysera należałoby poobserwować, poznać danego aktora, jak się zachowuje na trzeźwo a jak po pijanemu. Czy potrafiłby zagrać pijanego-prawdziwego czy woli naprawdę się nabzdryngolić i nic nie zagrać, a usnąć sobie.

Od pewnego czasu, Reżyser Smarzowski lubi pokazywać bohaterów po spożyciu alkoholu.
Czyżby lubił oglądać pijanych ludzi? Przemawia do niego ten widok? Zataczającego, blublającego nietrzeźwego człowieka?
W sumie nie dziwie się, na każdego działa coś innego.
Każdy potrafi odnaleźć swoją inspirację w czymś innym, w kimś.
Nie, że po spożyciu dopiero się odnajduje. W sensie, że "twórca" nagle patrzy i oczom nie wierzy - on coś widzi - czego my nie potrafimy dostrzec.
Chodzi o to, że każdy z nas posiada wyobraźnię. Ale ona działa różnie, kwadratowo czasem, czasem podłużnie a czasami wcale. Zdarza się.
Ale, mamy wyobraźnię i ona u każdego inaczej się załącza. Od innego impulsu.


Zbrodnia, krew, siniaki!
Smarz-ek to lubi!
Lubi patrzeć na to czy pokazywać?
A to już na dwoje albo nawet na troje babka wróżyła.
Po prostu wie jak pokazać choć ciut, odrobinę lub więcej dramaturgii.
Człowiek już taki jest, że jak nie zobaczy krwi, to jest po prostu cały znieczulony.
Taka znajoma nasza bliska dość-znieczulica.
Dlatego, ta krew w filmach musi być!
U Smarz-ka akurat jest pokazana w sposób realny, no ale czasami a nawet częściej spojrzeć na krew w filmach amerykańskich, i to całkiem poważnych, kasowych..., no po prostu ściema...,
...brzydka krew.


Mnie się bardzo podobają Wytwory Wyobraźni Pan'a Smarz'ka, Smarzowskiego Wojtka, Wojciecha.



Zapraszam na resztę jego filmów. Bo on wcale nie kończy.

Zaczyna dopiero!

Jeszcze na dobrą sprawę nie zaczął tak "dobrze".

To znaczy zaczął bardzo dobrze, ale że "dobrze" nie zaczął tworzyć, moim zdaniem według mnie.


- RÓŻA! - 

Jak że czym innym, a nawet kim innym rozpocząć...
...naturalnie, że obsadą!...doborowa w stu tysiącach procent!

Braciak, Kulesza, Dorociński, Preis, Lubaszenko, Lubos, Bobrowski, a nade wszystko wszystkim DZIĘDZIEL!
Przecież nie mogło go zbraknąć...a w życiu!...
Po prostu cóż uczynił Pan Reżyser z tą obsadą!?...ŻYCIE!
Życie to nie film, wiadomo...ale ten film, po prostu żyje!
No ale jak tu nie żyć? W takiej rodzinie!...że się tak wyrażę, Dziadzia Marian, potomkowie Bobrowski, Dorociński, Lubos, BRACIAK!, są i też córy czy też synowe...Preis, Kulesza, ale jest i również wnuczka Buss Malwina. Uczy się, i wcale nie najgorzej od przodków swych.


Zabawa, śmierć, płacz i radość!
Wszystko jak w życiu a może nawet lepiej..., chociaż z drugiej strony, lepiej to wszystko pokazać w filmie, to tak naprawdę wyjdzie gorzej...ABSURD ale prawdziwy..., bo ze sztucznością nikt nie chciałby żyć...chociaż czasami musi...

...no ale nie mówmy o przykrych sprawach...

Jesteśmy, żyjemy po to, żeby żyć?! No tak! Żeby żyć, cieszyć się z mądrze, powtarzam mądrze, racjonalnych swoich wyborów życiowych...No bo do wyborów przeciwnie wybranych, wkrada nam się sztuczność której nie znosimy, lubimy, nie.

Powiedzieć komuś o czymś co było, czy nie psuć humoru, nastroju?
Ale czy to lepiej tak? Czy oby na pewno NIE popsujesz humoru, nastroju, tajemnicą której niby ne ma?
Popsujesz! Zaufaj, uwierz, popsujesz, samą sobą, swoimi uczuciami, wspomnieniami których niby nie ma...
A to niestety widać! Wbrew wszelkim pozorom, niby nic, a jednak...że tak powiem COŚ.
Także reasumując. Tajemnicą, której niby nie ma - popsujesz siebie!...a kto by chciał kogoś zepsutego?
ABSURD? Że niby jeśli powiemy tajemnicę to wtedy ktoś pomyśli o nas, żeśmy zepsuci?
NIE!
Zepsuci bo nie powiedzieliśmy!

Boimy się czegoś?!
Boimy się prawdy?!
Prawda nie boli!
Boli nasze myślenie! Błędne myślenie!
Nie chcemy, żeby bolało...no to trzeba wybrać!

Cisza, samotność...chęć kogoś, do kogo można coś powiedzieć, pomruczeć, a nawet przytulić...
Czy tego chcemy?
Czy tak jest stworzony człowiek?
Czy tego potrzebuje do życia?

Otóż, odpowiedź brzmi...

...oj, nie jest taka prosta odpowiedź..., bo jak w każdej są dwa dna, dwoje...dni... :-)

Człowiek jest przede wszystkim człowiekiem, i tu nie ma żadnej ameryki.

Są niby tacy i tacy, samotnicy i nie...

Ale czy Ci samotnicy tak naprawdę "szukają" ciszy, skupienia, samotności?!...

NIE!

Człowiek zawsze będzie szukał drugiego człowieka!

Po co? A to już każdego inna przyczyna, powód.

A dlaczego milczy samotnik? Szuka niby kogoś innego ale milczy..., dlaczego?
No dlatego, że po prostu on wie do kogo ma się odezwać..., i to wcale nie takie proste, chociaż jak to mówią, na dwoje babka.

No, a ten co krzyczy, dużo gada, sprzedaje...kogoś..., to po co to robi, po co krzyczy?...też szuka przecież kogoś..., ażeby go sprzedać...a nie żeby z nim żyć za pan brat...
Krzyczący zawsze, ale to zawsze, prędzej czy później, będą skłonni sprzedać kogoś bliskiego niźli ten cichy. Bo cichy szuka w milczeniu kogoś naprawdę wyjątkowego, któremu w końcu będzie się mógł wygadać...a ten krzykacz szuka ofiary.

Bo to co jest w nas, jak to mówią, wcale mową nie wychodzi..., wręcz przeciwnie, w ogóle nie wychodzi..., tak więc Ci krzykacze na próżno się wysilają..., bo to coś jest w nas, i nie wyjdzie nigdy..., można tylko to dojrzeć, jeśli ktoś potrafi, i jeśli ktoś pozwoli żeby ktoś to dojrzał...ale to wbrew pozorom nie dojrzy nikt inny jak tylko ten ktoś wyjątkowy to nasze coś..., inni mogą tylko gdybać, krakać, że ktoś jest taki czy inny...a naprawdę guzik prawda!


Smarzowski Wojciech - Mistrz Kulinarii Filmowej - pokazał że potrafi, to znaczy nie że potrafi, bo to było widać i jest. Ale zrobił coś innego niż dotychczas..., życiowe realia radości przez łzy...
...a nie jak poprzednio, śmiech przez alkohol itp..., to też życiowe...no ale.


RÓŻA - to coś więcej, nie tylko coś, to wiele więcej niż coś więcej...

...to zupełnie coś innego...

...inny rodzaj filmu, inny rodzaj zła, inny rodzaj wesołości nawet.


Spójrzcie na to oko, oczy te...

...oko, oczy całkiem OK...,

...niczym kulinarny mistrz...,

...Mistrz Kulinarii Filmowej!

...nic zatem dziwnego, że jest...!


...nieźle wy"smarz"ył swoje dzieła arcy...

...a będzie i jeszcze, i jeszcze więcej!...

ODROBINĘ NIEBA!

LITTLE BIT OF HEAVEN!



Nicole Kassell, Gren Wells!!!

Znacie je?!

Kobiety!

Reżyseria i scenariusz!!!

No, co?!

Coś dziwnego lub śmiesznego?!

W Ameryce nie!

To znaczy, hmm, też dość rzadko się spotyka, aż tu nagle powstał scenopis o niebie tak z daleka patrząc. A jak już mowa, że z daleka, no to z daleka można zobaczyć przecież niewiele. Prawda. A niewiele, to znaczy tyle ile tytuł mówi. Ale nie wchodźmy w szczegóły. Każdy. Ma jakie ma. I to nie powinno nikogo nie interesować, czy takie czy owakie, czy ze smakiem, albo bez.



Wracając do tematu, dalej zwanym filmem, gotowym do opisu, słów tryskających z mych ust opisujących film, a wcześniej z umysłu lub z tego co tam zostało. No bo wiadomo, od samych urodzin wbrew pozorom tam wszystko się zmniejsza, tfutfu. Przepraszam, ale trzeba rzeczy i czyny nazywać niestety po imieniu.
Ale wiecie, tam się zmniejsza...aaa może coś idzie w drugim kierunku...hmmm, np ręce, albo inne choroby.
I masz, i wyszło szydło z worka.
Dobra, nie ważne, może się nikt nie pokapował.


Także, wracamy do sedna sprawy. FILM!...

...amerykański...

tyle było mowy przy innych opisach filmów polskich, ciągle ta Ameryka i Ameryka, Hollywood, więc poszedłem na zagraniczny film.

Nie zawiodłem się, nie zawiedliśmy się.

Złośliwi mogą twierdzić, nic dziwnego, przecież to Ameryka. Ale nie słuchajmy ich, zazdrośników.


LITTLE BIT OF HEAVEN - ODROBINĘ NIEBA!


Tak nazwano film, te dwie Panie, które napisały i sfilmowały tą całą historię.
Wyszło im to zawodowo, począwszy od techniki po samą wrażliwość psychiczną oraz emocjonalną.
Złośliwi znów mogą twierdzić, że wrażliwość i emocje można ćwiczyć technicznie przedstawiać co się tylko chce, pragnie. I szczerze mówiąc, w tym filmie, jest taka bohaterka między innymi Główna. Ona właśnie, uszczęśliwia się...To znaczy tak myśli, że to robi. A jaka jest prawda, tego nie trzeba mówić.

Kate Hudson zagrała tę bohaterkę. Potrafi udawać, za przeproszeniem (bez urazy).
Ale co udawać? No właśnie, i tu tkwi w szczegółach zaś..., nie wiadomo, bo jeśli się wciąż coś udaje, to nagle już nie wiadomo jaka jest prawda, gdzie leży prawda, po której stronie..., po naszej czy wręcz przeciwnie..., niby nie chcemy znać nie których prawd a niestety nie da się o tym nie myśleć.
Chociaż moim zdaniem, według mnie można się przynajmniej starać i cieszyć się, ale nie samemu, ale z innymi, którzy pomagają w tym, żeby nam było dobrze.


Szczęście - Choroba - Miłość - Dostatek - to wszystko to jedność!!!


A jeśli nie rozumiecie, obejrzyjcie!

Najlepiej obejrzeć to w dzień Walentego, Zakochanych..., ale jak się nie chce czekać, można w każdy inny dzień. Byle nie samemu...

Dziękuję.

W CIEMNOŚCI!




Agnieszka Holland!
Nominowana do Oscara!
Reżyserka, która lubi historię!
Scenariusz przyleciał z Kanady, w poszukiwaniu odpowiedniego reżysera. Muszę przyznać, że Pani Holland robi bardzo dobre filmy. No cóż, myślę że to zasługa przebywania za granicami kraju naszego, polskiego. Że się tak wyrażę, podpatrywanie itd itp, analizowanie, co robimy "my" a co "oni". No i film W CIEMNOŚCI wyszedł przed reflektory, ujrzał światełko do Oscara. Tak jest! Został nominowany! Oscara w ostateczności nie dostał, ale uważam że najważniejsze to właśnie dostać nominację! A to, kto otrzyma Oscara, to już mniej istotne. Ważne, że ma szansę rywalizować i rywalizuje, film taki czy inny z drugim czy z trzecim.
Oscara dostają te filmy, które więcej ubiją "szmalu z oglądactwa":-).
A które ubijają więcej? Te, które lepiej wypromowane, rozreklamowane tu i ówdzie. Na jedzeniu czy zabawkach, wszędzie.


Pani Agnieszka H. wyśmienicie przedstawiła historię ucieczki przed niemcami, rusofobami itd.
Nie boi się krwi, nie boi się emocji, płaczu, miłości takiej czy innej.
A jeśli się nie boi tego okazywać, to czeka nas sukces. Emocje są najważniejsze w życiu! Albo nie koniecznie od razu okazywać trzeba, wystarczy dać do zrozumienia, podświadomie że jest źle itp. Psychika, wyobraźnia, więcej może niż samo okazywanie wprost. A amerykanie właśnie pokazują "wszystko" wprost. Lubimy oglądać amerykańskie filmy, dlatego że wykończony ten czy inny człowiek po pracy nie ma ochoty na odnajdywanie czegoś w filmie, on woli wszystko wiedzieć od razu, bez zastanowienia.
W tym filmie W CIEMNOŚCI, też w sumie dużo jest pokazane wprost. No, ale jak pokazać inaczej śmierć lub pochodne śmierci?


To co można a nawet trzeba (bez przesady) należy pokazać wprost, a reszta niechaj pozostanie milczeniem. Ono jest złotem, które popłaca. Bo widz nie wie do końca, co ten czy inny bohater myśli. Domyśla się co może zrobić. Czy bohater zrobi to samo co teraz widz myśli czy wręcz przeciwnie albo jeszcze coś innego?


Wyobraźnia! Fantazja!



No ale W CIEMNOŚCI. Obsada: Robert Więckiewicz, pokazał coś czego jeszcze nie pokazywał w innych filmach, Coś innego! Pokazał, że ma serce! Agnieszka Grochowska, Marcin Bosak, Kinga Preis - Oni potrafią!
Zapraszam z wielkim smakiem filmowym, i dziękuję!




LISTY DO M.!


Polski amerykanizm!...że tak zacząłem sarkastycznie...
Chcąc przez to powiedzieć, że jeśli chcemy to potrafimy!
Tylko dlaczego, bardziej kopiować że się tak wyrażę pomysły? Może nie do końca, pomysł skopiowany, ale czuć, czuć hollywood - a! I to tak bardziej czuć właśnie, jakby kopia...ale jak to mówią, na dwoje albo nawet na troje babka wróżyła... . Wiadomo, ile będzie krytyków(ludzi-obserwatorów-widzów), tyle będzie wersji recenzji. Ale czuć!




LISTY DO M! - Polska komedia romantyczna a nawet bardzo..., zrobiona specjalnie na święta i nie powiem świętami też czuć. No, co. Nie ma dziwne..., kawał Mikołaja, którego gra Karolak T.


Ale wróćmy do tego, że jak chcemy to potrafimy. Ale jak to jest? To znaczy, że nie zawsze chcemy, żeby coś wyszło, może nie lepiej, ale bardziej że się tak wyrażę kasowe. My Polacy jesteśmy z tych, którzy wolą opowiadać o słabostkach, przyczynach a nie o skutkach. I to dlatego. Ale przychodzi kasa, i już można, potrafimy. Oj, te pieniądze. Cholery można dostać. No ale...:-P.
Karolak, Malajkat, Małaszyński, Bujakiewicz, Stuhr, Adamczyk, Gąsiorowska, Dygant, Wagner, Zielińska, Trzebiatowska-Żmuda.
Obsada doborowa!





Ruchy kamer - ameryka. No samo przez się, się nasuwa, taka myśl - toż to makabra po prostu.
Ale dobrze. Uczmy się, i róbmy swoje a wszytko będzie lepiej. A jeśli w to nie wierzymy to napiszmy LIST DO M!.
Mikołaju, Mikołaju daj kamerę, resztę całą i ja zrobię dobry film - a może filmy - ilość nie małą.
W filmie, wszyscy piszą listy, Radio, słuchacze, pracujący i nie tylko, ludzie po prostu, naród, społeczeństwo, ludzie po prostu. W święta można nawet wygrać...ze wszystkim złem. Ale dlaczego tylko w święta. Nie można w zwykły powszedni dzień? Ja myślę, że można, ale my jako ludzie, każdy z osobna, myśli tylko o sobie, a w święta ktoś jeszcze - ewentualnie dochodzi do naszych myśli. I jak to mówią, święta, święta i po świętach i po dobroci itd...
Zapraszam na tą komedię świąteczno-romantyczną. Myślę, że warto. Tym bardziej, jeśli wolicie kino amerykańskie, to się wcale ale to wcale nie zgorszycie jak nie na jednej amerykańskiej produkcji.
Dziękuję.